Ach. Jak strasznie mnie boli. Gdzie ja w ogóle jestem? Z wielkim trudem zacząłem obracać głowę. Spojrzałem na swoje nogi i zobaczyłem jakieś korzenie wrośnięte w ziemię. Tak jakbym był drzewem. Nagle wszystko mi się przypomniało. Znajduję się przecież w Katedrze. W tej Katedrze, w której jak mi powiedział pewien stary i mądry człowiek, mam znaleźć ludzi podobnych do mnie – potężnych czarowników, od których mogę bardzo wiele się nauczyć. Od razu tutaj wyruszyłem. Musiałem przejść przez Pustynię Zagłady, na której musiałem przejść wiele prób. Gdy przeszedłem pierwsze pięć kilometrów zobaczyłem wielki dwór. Nad wejściem widniał napis: „Dom Siedmiu Grzechów Głównych”. Podszedłem do niego i przed drzwiami zobaczyłem list z moim imieniem. Z wielką ciekawością otworzyłem kopertę i zacząłem czytać: „Jeśli chcesz dojść do Katedry musisz poddać się wielu próbom twojego charakteru i siły. Ten budynek jest Twoją pierwszą próbą. Będą w nim poddawane próbie Twoje dobre i złe uczynki.” Po przeczytaniu tekst zniknął. Pustą kartkę włożyłem do kieszeni i pewny siebie wszedłem do środka. W pierwszym pomieszczeniu był wąski most utkany z pajęczej sieci. Usłyszałem głos: „ W tym pomieszczeniu sprawdzimy, czy pycha nie jest Tobie obca. Twoim zadaniem jest przejść przez ten most. Każdy odcinek mostu odpowiada różnym okresom Twojego życia.” Nagle nastała cisza. Niepewnie zacząłem stawiać pierwsze kroki, lecz gdy zauważyłem, że most jest w stanie mnie utrzymać stałem się pewniejszy. Stało się to dla mnie zgubne. Gdy zbliżałem się do końca most nie wytrzymał. Jakimś cudem złapałem się jednej nitki dzięki czemu nie spadłem. Przypomniałem sobie, że jeszcze godzinę wcześniej myślałem tylko o tym, żeby stać się potężniejszy od wszystkich czarowników, którzy znajdują się w Katedrze. Zacząłem tego szczerze żałować i nagle znalazłem siły, żeby się podciągnąć i wyjść po drugiej stronie. Udało mi się! Pierwsza próba już za mną. Wiedziałem, że to dopiero początek. Przecież dwór nazywał się Domem Siedmiu Grzechów, a nie jednego. Otworzyłem następne drzwi. W tym pomieszczeniu było mnóstwo skarbów. Gdy tak podziwiałem ogrom tego bogactwa znów usłyszałem głos: „Ta próba będzie dużo łatwiejsza od poprzedniej. Wystarczy, że przejdziesz przez tamte drzwi”. Od razu zacząłem iść w ich stronę. Złoto zdawało się mi mówić: „Weź mnie! Proszę! Chociaż jedną monetę” Ale mi od dzieciństwa wpajano różne zasady i wiedziałem, że nie mogę wziąć żadnego skarbu z tego pomieszczenia, ponieważ należy ono do właściciela dworu.Bez problemu przeszedłem przez drzwi. Próba rzeczywiście okazała się niezwykle łatwa. W następnym pokoju coś mi się nie podobało. Była tu inna atmosfera niż w pozostałych dwóch pokojach. Głos rzekł: „To jest pokój, w którym sprawdza się czystość ludzi. Ty tej próby nie musisz przechodzić, ponieważ Twoje myśli zawsze były czyste. Powodzenia w następnym pokoju!”. Zdziwiony otworzyłem następne drzwi. W tym pokoju zamiast podłogi była substancja, która najbardziej przypominała wodę, bardzo gęstą wodę. Gdy do niej wszedłem usłyszałem głos: „W tym pomieszczeniu zobaczysz wszystkie osoby, którym kiedykolwiek zazdrościłeś. Musisz się przed nimi przyznać do błędu i poprosić o wybaczenie. Jeśli wszystkie osoby Ci wybaczą to będziesz mógł wyjść przez drzwi.” Gdy to usłyszałem zacząłem się zastanawiać, czy byłem kiedykolwiek o coś zazdrosny. Stwierdziłem, że nie. Zacząłem powoli płynąc w stronę drugiego brzegu, gdy nagle zobaczyłem chłopca.Przypomniałem sobie, że w dzieciństwie często się z nim bawiłem. Chłopak miał na imię Sved. Należał do bogatej rodziny i zawsze miał lepsze zabawki ode mnie, czego mu mocno zazdrościłem. – Cześć Sved! Pamiętasz mnie jeszcze? – Tak. Bardzo się zmieniłeś. Co ja tu robię? – Jesteś w Domu Siedmiu Grzechów Głównych. Jesteś tu dlatego, że mam zadanie do wypełnienia. Kiedyś byłem zazdrosny o to, że zawsze miałeś lepsze zabawki ode mnie. Proszę Cie o to, żebyś mi to wybaczył – rzekłem z uśmiechem. – Wybaczam Ci – mówiąc to Sved zaczął się rozpływać w powietrzu, aż całkiem zniknął. Popłynąłem dalej. Tym razem już bez żadnych spotkań dotarłem na drugi brzeg i wszedłem do następnego pokoju. W tym pomieszczeniu były stoły pełne smakowicie wyglądającego jedzenia. Przy stołach siedzieli ludzie, którzy zapraszali mnie, żebym usiadł razem z nimi, zjadł coś i napoił się. Propozycja wydała się niezwykle kusząca, ponieważ właśnie uświadomiłem sobie, że czuję ssanie w żołądku i zaschło mi w ustach. Nagle usłyszałem głos: „Oto Twoja następna próba. Twoim zadaniem jest ucztować z tymi ludźmi. Jeśli po skończeniu uczty stwierdzimy, że dobrze wykonałeś zadanie to otworzą się następne drzwi.” Zdziwiony stwierdziłem, że ludzie, którzy siedzą przy stołach nie słyszeli tego głosu. Bez zastanowienia zacząłem jeść różne smaczne potrawy. Gdy poczułem, że jestem syty napiłem się i przyglądałem się innym. Dopiero wtedy zauważyłem, że wszyscy są strasznie grubi. Tak jakby tylko jedli. Nagle jeden zaproponował mi jakieś danie, ale ja odmówiłem. W tym momencie drzwi się otworzyły. W następnej sali zobaczyłem człowieka. Wyglądał jak jakiś pospolity opryszek: brudny, nieogolony i umięśniony. Chyba był też pijany. Głos powiedział: „W poprzednim zadaniu poszło Ci zadziwiająco dobrze. Ciekawe jak sobie poradzisz w tej komnacie. Oto stoi przed Tobą człowiek, który Cię nienawidzi. Jak w każdym zadaniu i tutaj jedynie musisz wyjść przez drzwi, aby zadanie nie było zbyt łatwe będziesz musiał wszystko zrobić w całkowitych ciemnościach!” Gdy Głos przestał mówić nastała ciemność. Zacząłem powoli przemieszczać się wzdłuż ściany. Nagle ktoś mnie uderzył z całej siły w plecy. Zacząłem biec wzdłuż ściany, gdy znów oberwałem. Tym razem ktoś mnie kopnął i się przewróciłem. Bardzo chciałem temu człowiekowi oddać, ale wiedziałem, że to jest komnata, w której próbie zostaje poddany mój gniew i nie mogę nikogo uderzyć! Szybko wstałem i dalej ciężko obrywając szukałem drzwi, aż je w końcu znalazłem. Gdy wszedłem do następnego pokoju stwierdziłem, że już nikt mnie nie bije. Byłem strasznie poobijany i zmęczony. Wiedziałem, że teraz czeka mnie ostatnia próba. Glos powiedział: „W tej komnacie próbie zostanie poddane Twoje lenistwo. Będziesz musiał przez pięć godzin przerzucać węgiel z jednego miejsca na drugie. Nie wolno Ci odpoczywać!”. Od razu zacząłem pracować. Zauważyłem, że na prawo ode mnie była klepsydra. Domyśliłem się, że odmierza ona 5 godzin. Po upływie około czterech godzin mięśnie mnie „paliły”. Jak bardzo chciałem wtedy odpocząć choć na chwilę! Myślałem, że nie wytrzymam, ale się nie poddałem. Po upływie wyznaczonego czasu usłyszałem gong i zobaczyłem otwierające się wielkie drzwi, w których stał niezwykle piękny człowiek. Podszedł do mnie i dotknął mnie. Poczułem jak z jego dłoni płynie energia przenikająca moją skórę. Po chwili stwierdziłem, że nie czuję zmęczenia. Co dziwniejsze nie zobaczyłem żadnego siniaka po razach tamtego opryszka. Cud! Człowiek rzekł do mnie: – Przed tobą przedostatnia próba. Jest to próba Twojej siły i wytrzymałości. Do Katedry pozostało jeszcze sześć dni drogi. Musisz je przebyć bez pokarmu i wody. A oto nagroda za przejście Domu Siedmiu Grzechów Głównych. Oto kostur, który wskaże Ci dokładną drogę do Katedry. Wyruszyłem. Na początku nie miałem żadnych problemów. Już dawniej musiałem podróżować bez pokarmu i wody, ale w piątym dniu myślałem, że nie podołam temu zadania. Nie poddałem się. Gdy następnego dnia zobaczyłem Katedrę ledwo szedłem. Wszedłem do Katedry. Tam zobaczyłem wiele kolumn z ludzkimi twarzami. Stwierdziłem, że to są Ci magowie, o których wspominał starzec. Doszedłem do końca Katedry i zobaczyłem wielką przepaść. Nagle wyszło słońce i Katedra zaczęła „ożywać”. Twarze krzywiły sie z bólu. Poczułem dziwne kłucie w piersi. Ból zaczął sie nasilać i ……….. Rozerwało mi klatkę piersiową. W tym momencie straciłem świadomość. Teraz zacząłem się bardziej przyglądać Katedrze. Zauważyłem, że niektóre kolumny są puste. Tak jakby czarownicy, którzy w nich byli opuścili je. Nagle usłyszałem kroki. Zobaczyłem tego samego mężczyznę co w Domu Siedmiu Grzechów Głównych, który szedł w moją stronę. Tym razem jednak wyglądał trochę inaczej. Miał skrzydła. Podszedł do mnie i rzekł: – Witam Cię ponownie. Nareszcie mogę Ci powiedzieć kim jestem i co to za miejsce. Nazywam się archanioł Gabriel i zostałem wybrany, aby Ci pomóc również zostać aniołem. Bóg spośród ludzi na Ziemi wybiera najszlachetniejszych i najurodziwszych mężów, aby mogli mu służyć. Każdy Wybraniec musi przejść szereg prób. Katedra jest nazywana „Miejscem Ostatniej Próby”, ponieważ w niej Bóg sprawdza Twoją cierpliwość i wytrwanie w wierze. Jeśli wytrwasz w wierze zostaniesz aniołem, jeśli nie, cóż, tego nawet ja nie wiem. – Jak długo będę musiał ty być? – wyjąkałem. – Nikt tego nie wie. Żegnaj. – Gabriel rozpłynął się w powietrzu i zostałem sam.